Być sobą w Aberystwyth

Być sobą w Aberystwyth

Widać było, jak wszystko co nowe, świeże i szalone wzbudza w wielu z nas niepokój i lęk przed porażką; a jednocześnie, nie mogliśmy ukryć podekscytowania niepewnością nadchodzących wyzwań. Każde kolejne ćwiczenie obnażało wątpliwości, którymi obciążony był każdy następny krok. Przeglądaliśmy się w naszych ciałach dostrzegając jak łatwo zanegować naszą pewność siebie i poczucie własnej wartości, jak łatwo nakłonić nas do zejścia na drugi plan, jak chętnie chowamy się w naszych skorupach przyzwyczajeń, gnijąc w szczelnie zamkniętym świecie schematów i wyuczonych, wielokrotnie sprawdzonych zachowań ,,dorosłych”. Powoli uczyliśmy się odkrywać na nowo swoje dawno zagrzebane talenty i przywoływać zwierzęce instynkty, skakać bez wątpliwości, tańczyć bez wstydu, poruszać się z gracją i pewnością. Bez nerwowych ruchów i spojrzeń wstecz; skupieni i gotowi chwytać życie tak, by piękne chwile nie przelatywały między palcami.

My, Polacy, zduszeni kompleksami, zaszczuci sloganami i nafaszerowani papką o standardach, do których nie dorastamy, o niedoskonałościach, które dyskwalifikują, o brakach nie do nadrobienia; o tym że to inni mają predyspozycje, umiejętności i warunki do sukcesu, rozwoju i zadowolenia, a my, my Polacy – biedny i skundlony naród, nie nadążamy za Europą, wlokąc się gdzieś daleko w tle, wciąż na drugim planie. Nieprawda !

Jedna sesja warsztatów nie wystarczy, by wyleczyć z nieśmiałości i zaszczepić w każdym z nas poczucie siły i wartości. Ale wystarczy, by uświadomić jak wiele ograniczeń nakładamy na siebie sami, asekuracyjnie wycofując się jeszcze przed podjęciem wyzwania. Wystarczyło, by uświadomić ignorancję w jakiej trwamy lekceważąc ruch i fizyczność. Wystarczyło, by poczuć jak piękni, silni i odważni potrafimy być, gdy walcząc z kompleksami zatruwającymi myśli odkryliśmy, że dawno zapomnieliśmy o naszej intuicji i wewnętrznej harmonii.

Warsztaty uświadomiły nam, jak ważne jest zachowanie równowagi pomiędzy cielesnością, duchowością, a rozumem, tak, aby żadna ze sfer nie ograniczała naszej kreatywności. Cezary (choreograf) przypomniał nam, jak nie stracić z oczu całości obrazu, którym jesteśmy my sami i otaczający nas świat, śmiało sięgając po to, co najlepsze, najwartościowsze i najpełniejsze. Odbieramy świat szerzej, wyzwoliwszy się spod prymatu rozumu, racjonalizmu i sceptycyzmu wpajanego od dziecka na każdym kroku, od momentu, gdy spontaniczność, naturalność i szczerość przestają być nagradzane.

Wielu z nas odkryło w sobie nieznane do tej pory pokłady pewności siebie. Ale warsztaty nie nauczyły nas pewności. Dały nam narzędzia, dzięki którym potrafimy sami postawić się do pionu i ustać stabilnie, twardo stojąc na ziemi, tym razem, już bez niczyjej pomocy.

Osobiście czuję się dużo bardziej otwarty, szalony i bezpośredni. Ponownie obudziłem w sobie moją pewność siebie, która była zawsze moją najmocniejszą stroną, a którą to z zupełną ignorancją pogrzebałem, zakopując pod masą nowo powstałych, a zupełnie irracjonalnych kompleksów. Czuję się pewny siebie i silny, pełen zajebistej motywacji do życia i działania, przepełniony tym uczuciem, które nieustannie pchało mnie do przodu, bez pytań, bez wątpliwości, bez oglądania się za siebie, tak, że byłem nie do zatrzymania. I rozumiem teraz, że wszystkie błędy, które ostatnim czasem popełniłem wynikają z jednego: straciłem z oczu całość obrazu i zaniechałem pracy nad sobą, nie jako nad technicznym muzykiem, ale jak nad człowiekiem, z jego duchowością, emocjonalnością, cielesnością.

Uświadomiłem sobie, pozornie tylko sprzeczne rzeczy: czas nie musi być naszym wrogiem, a życie nie jest podzielone na etapy młodzieńczego szaleństwa i ”dorosłości”, gdzie jest się racjonalnym, wycofanym i chłodnym. Bo największym wyzwaniem jest zachować i umiejętnie pielęgnować w sobie tę spontaniczną istotę, która stanowi o naszej wyjątkowości.

Pozdrawiam, Kuba